Trzy tygodnie i dwa lata. Wywiad z Olą Geppert i Ioannim
Singiel „To nie ja” ukazał się 10 września, a jesienią wyjdzie debiutancka EP Oli Geppert i Ioanniego. Ona pisze teksty i śpiewa, on komponuje, produkuje, miksuje i masteruje. Ola wydała wcześniej siedem singli, od debiutu w 2022 roku, jeszcze jako Birim.
Rozmawiałem z obojgiem osobno i żadne z nich nie znało odpowiedzi drugiego. Prowadzę management Oli Geppert, więc nie jestem tu bezstronny, ale nic z tego, co powiedzieli, nie zostało wygładzone.
Jak się poznaliście?
Ola: Poznaliśmy się w gimnazjum. Byliśmy w grupce znajomych i się kojarzyliśmy. Nawet byliśmy razem na wymianie w Niemczech i na wyjeździe w Szwecji.
Ioanni: Chodziliśmy do tego samego gimnazjum w Sopocie, tylko do równoległej klasy. […] Był taki moment, w którym mieliśmy jakiś kontakt, gadaliśmy, pisaliśmy razem. Czasem sobie myślę, że to jest bardzo ciekawe, że wtedy nikt z nas nie wiedział, że będziemy kiedyś współpracować.
Jak to się stało, że zaczęliście nagrywać razem?
Ioanni: Nasz wspólny kolega zauważył mnie […] i chciał mnie dołączyć do grupy, w której była też Ola. Wysłałem Oli jakąś moją produkcję i bardzo jej się spodobało. Parę dni później napisała. Pamiętam, to było pytanie, czy chcę dograć żywe pianino do jej piosenki. I tą piosenką jest „To nie ja”.
Ola: Ioannis przysłał mi utwór produkowany z kolegą. Powiedziałam, że podoba mi się pianino, że możemy coś razem stworzyć. Parę tygodni później przysłałam mu demo mojego utworu.
Czy wszystko było nagrywane w Gdyni u Ioanniego, czy gdzieś jeszcze nagrywałaś?
Ola: Nie wszystko było u Ioanniego, dlatego że pierwszy utwór nagrałam w Düsseldorfie, jak byłam na Erasmusie. [Ola studiowała projektowanie graficzne na ASP w Łodzi.] Przyjechałam do Düsseldorfu z trzy tygodnie przed rozpoczęciem semestru, bo musiałam od tego momentu mieć mieszkanie. Miałam dużo czasu i byłam sama.
Wzięłaś ze sobą sprzęt do Düsseldorfu?
Ola: Mhm.
To śmieszne, że byliście na wymianie w Niemczech, a potem pierwszy utwór stworzyłaś też w Niemczech.
Ola: No ciekawe. Tak, dziwnie.
Co było w tym demo?
Ola: Miało rozbudowany tekst i harmonię. Natomiast instrumental był dosyć ubogi, bo to były dosłownie cztery akordy, które leciały w kółko. […] I [Ioanni] tak nadał klimat mocno temu utworowi. I poczuliśmy wspólny vibe.
Ioanni: Ola miała cztery akordy i cały wokal już nagrany do całej piosenki, i wysłała mi projekt z wokalem i z tymi czterema akordami tylko. Ola chciała, żebym dograł trochę żywego pianina, a ja zrobiłem z tego produkcję. Nawet nie wiem, jak to się stało.
Kim jest Ola
Wcześniej nazywałaś się Birim. Dlaczego zrezygnowałaś z tej nazwy?
Ola: Czułam, że nie wyraża mnie aż tak dobrze, jak moje imię i nazwisko. Lubiłam ją, ale czuję, że ta nazwa teraz pasuje do mnie bardziej i czuję się pod nią bardziej swobodnie. Czuję, że nie jestem jakąś personą, tylko jestem sobą.
Czy to był etap, który chciałaś zamknąć?
Ola: Myślę, że tak. Myślałam o zmianie nazwy na inną, nie powiem jaką, i zaklepałam już sobie pseudonim na Spotify. Natomiast było to dla mnie trudne. Nazwa jest strasznie wiążąca i ludzie się przyzwyczajają do nazwy. Natomiast dostałam od kogoś sugestię, że do Oli Geppert pasuje „Ola Geppert”.
Kim jest Ioanni
Skąd pochodzi Twoja rodzina? Jak długo jesteś w Polsce?
Ioanni: Moja rodzina pochodzi z Cypru. Połowa z Cypru, połowa z Polski. Urodziłem się na Cyprze, mieszkałem tam przez dwanaście lat i tam było moje dzieciństwo. Mam babcię w Sopocie, ciocię w Gdańsku.
Czy Cypr ma jakieś przełożenie na Twoją muzykę?
Ioanni: Myślę, że ma duże. Możliwe, że czuję wpływ tych wszystkich matematyków, jacy byli w Grecji, i filozofów, w ogólnym podejściu do życia. Jestem też mocno taki matematyczny często. I wydaje mi się, że samo Morze Śródziemne bardzo mnie inspiruje w tej twórczości.
Co było pierwsze, produkcja czy pianino?
Ioanni: Jako pierwsza była produkcja. Na początku swojej drogi z muzyką nie uważałem pianina za coś ciekawego. Myślałem, że jest nudne. A to było pod koniec 2021. Wtedy zaczęła się moja droga produkcyjna i wtedy powstawały moje pierwsze utwory. Bardzo się tym zajarałem. Czułem, że gdy tworzę, to żyję.
Gdzie się uczyłeś grać i kiedy?
Ioanni: W rodzinnym domu stało pianino, bo uczyła się na nim moja siostra, ale nigdy go nie dotknąłem. Uważałem je bardziej za mebel niż za instrument. Największą pasję poczułem, gdy usłyszałem piękne wykonanie już w dorosłym życiu. To było w styczniu 2023 roku. Nauczyłem się grać z YouTube’a, z super kursu, który znalazłem. Po roku poszedłem na lekcje do szkółki, chodziłem przez dwa lata i przestałem.
Wyprodukowałeś „Malwę” Sebastiana Muntowskiego, znanego z „Mam Talent”. Co tam robiłeś?
Ioanni: Sebastian przyszedł i zaczął grać akordy „Malwy” na gitarze. Usłyszałem to i mi się spodobało, on też zaczął od razu śpiewać do tego, bo on taki jest, szybko bardzo wszystko wymyśla. Ja wziąłem te akordy i skomponowałem je na pianino, już w programie, a nie na gitarze. Dodałem linię melodyczną, która jest w intrze piosenki, dodałem różne instrumenty smyczkowe, dodałem bas. Jestem odpowiedzialny za produkcję, miks, mastering i w większości kompozycję.
Nad czym ostatnio pracowałeś poza singlem?
Ioanni: Nad filmem „Sędzia z Auschwitz” w reżyserii Mirosława Ganobisa. Jestem kompozytorem, jestem odpowiedzialny za całą ścieżkę dźwiękową i to jest wielki zaszczyt. Ten film miał premierę 9 września w Oświęcimiu.
Przypis: Ola Geppert użyczyła głosu do ścieżki dźwiękowej filmu „Sędzia z Auschwitz”.
Skąd wzięła się ta EP-ka? Skąd pomysł, żeby wydać EP-kę, a nie singla?
Ola: Po tym jednym singlu zobaczyliśmy, że mamy podobną wrażliwość, i chcieliśmy zbudować większą historię, jakoś obudować ten jeden singiel, który nam wyszedł. I mieć zapas materiału.
Na stronie jest napisane, że to koncepcyjna EP-ka. To miało tak być, czy wyszło w trakcie?
Ola: Od początku miał być koncepcyjny. Chodzi o to, że z góry zakładamy jakąś opowieść, jakiś pomysł na całość i pod ten pomysł robimy wszystkie utwory, tę historię.
Gdzie nagrywaliście?
Ioanni: U mnie w pokoju wszystko powstało. W studiu z jednym mikrofonem, ze statywem, z interfejsem audio i z klawiaturą.
Czyli da się robić profesjonalne piosenki w domu?
Ioanni: Tak, da się. Myślę, że często jest to nawet lepsze, bo bardzo ważne jest to, żeby wykonawca czy wokalista czuł się swobodnie i miał dobrą relację z ludźmi, którzy są w pokoju. Akurat byłem tylko ja i myślę, że przez to Ola też może się otworzyć, bo czuje się dobrze ze mną.
Przychodziłaś do niego z gotowymi tekstami?
Ola: Zwykle nie. Mam bardzo dużo notatek w telefonie i często szukam tych notatek, i na podstawie ich tworzę tekst. Jakieś ciekawe frazy po prostu zapisuję. Nie wiem, czy oprócz tego pierwszego utworu w którymkolwiek z pozostałych tekst był gotowy przed nagraniem. Często ten tekst powstawał tak, że jednego dnia się spotykamy i jest na przykład refren i początek pierwszej zwrotki, a potem spotykamy się tydzień później i jest reszta.
Jak wyglądał podział pracy dalej?
Ioanni: Mogę powiedzieć na przykładzie drugiego singla. Ola przyjechała do mnie i miałem tego dnia takie poczucie, że chcę zrobić coś bardziej agresywnego. Przypomniały mi się dwa akordy z mojego starego projektu i Oli się to spodobało. Zaczęła wymyślać melodię i tekst na miejscu. Włączyłem refren w loopie, a Ola poszła wtedy do łazienki i słyszała to z łazienki, i zaczęła nucić refren. Wróciła do pokoju, śpiewając go. Dałem jej mikrofon, bo często mam gotowy mikrofon do nagrywania.
Czyli to są zalety domowego studia i pracy samemu?
Ola: Tak, ale z drugiej strony może gdyby była presja studia, to by to wszystko szybciej powstawało, a nie dwa lata.
Ile powstawał taki jeden utwór?
Ola: Bardzo różnie. Mamy jeden, który powstawał dwa lata, „To nie ja”. Ale był też utwór, który nazywa się „Do nieba” i powstał w jakieś dwa dni. Dosłownie. Dużo emocji było. Jakaś kłótnia i się samo napisało. Nie między nami, my jesteśmy bardzo ugodni, raczej się nie kłócimy.
Pierwszy singiel to prawie dwa lata do zakończenia produkcji?
Ioanni: Tak, to się wydłużyło, bo w tym czasie wydarzyły się różne rzeczy, życie i tak dalej. Ale muszę powiedzieć, że jako kompozycja i produkcja wyszedł w około dwa, trzy tygodnie. Sama finalizacja, miks i master czekały trochę dłużej.
Co było najtrudniejsze?
Ola: Skończenie. Oboje jesteśmy osobami, które mają masę pomysłów i bardzo chcą ciągle coś dodać, ciągle coś zmienić, ciągle ulepszyć. I to często nie ma końca. Zamiast uchwycić jakiś moment, przedłużamy tę chwilę i jest takie ryzyko, że gdzieś straci się ten impet, i to, co pierwotnie było świeże i lekkie, może być gorsze albo nawet wcale nie wyjść. Zakurzyć się w szufladzie.
Który utwór był najtrudniejszy?
Ioanni: Myślę, że największym wyzwaniem jest nasz utwór o roboczym tytule „raz, dwa, trzy, cztery”. Prawdopodobnie nie pojawi się na EP-ce, bo mamy określony deadline, a żeby brzmiał tak, jak go sobie wyobrażam, trzeba trochę więcej czasu.
Co właściwie znaczy dark pop?
Ola: Tworzysz utwór w takiej konwencji popowej, czyli zwrotka, refren, zwrotka, bridge mniej więcej, i refren jest takim punktem kulminacyjnym. Natomiast całość jest obudowana w mroczniejsze brzmienia, a tekst jest trochę bardziej osobisty.
A czy to musi być smutne?
Ola: Nie. Nasza piosenka [tytuł będzie opublikowany wraz z EP] to jest banger.
Trzy punkty odniesienia dla mediów?
Ola: Na pewno Ioanni też się ze mną zgodzi, że Lana Del Rey jest naszą inspiracją. Oprócz tego u mnie mocno Kasia Lins. I trochę Billie Eilish.
Ioanni: Myślę, że ja bym wolał to zostawić do interpretacji.
A czego sam słuchałeś w tym okresie?
Ioanni: Na pewno dużo The Weeknd. Hania Rani. Vangelis.
Co jest na okładce?
Ola: Głównym motywem na naszej okładce jest pociąg. Może być w tym coś sensualnego. Natomiast ten fizyczny pociąg to oczywiście symbol drogi. Bardzo często jeździłam pociągiem z Łodzi do Gdańska. Przemieszczenie, ulotność, podróż, to są motywy, które są w tej EP-ce.
Jak to się łączy z treścią płyty?
Ola: Na tej płycie bardzo często można usłyszeć słowo „znikanie”. I ono jest jak ten pociąg, który mija stację. I też w pierwszym tracku pod koniec jest sample’owany pociąg. Tak lekko w tle słychać. Dla wtajemniczonych.
Czy robicie na tej EP-ce coś dziwnego?
Ioanni: Różne dziwne rzeczy powstały w „To nie ja”. Jeżeli się wsłuchamy, szczególnie końcówka. Brzmi trochę, jakby to był inny język, a to jest odwrócony wokal Oli, który bardzo klimatycznie brzmi. Jest sporo takich nietypowych dźwięków ukrytych w tle.
Jednym zdaniem, o czym jest ta płyta?
Ola: O uzależnieniu.
Ioanni: Powiedziałbym, że jest niekończącą się pętlą. Może brakiem rozwiązania.
Czego się boicie przed premierą?
Ola: Boję się, że Ioanni będzie czuł mocną presję. Boję się, że to może być po prostu za dużo. Może jest jakaś obawa, że to nie dotrze do kogoś, do kogo mogłoby dotrzeć, kto byłby naszym słuchaczem, bo cały świat social mediów i tworzenia contentu jest dla nas dosyć nowy i nie zawsze jest to naturalne.
Ioanni: Bałem się, że to może nigdy nie wyjść. Z różnych rzeczy, na przykład przypadkowych, z tego, że ktoś bardzo ważny może umrzeć, zanim to wyjdzie. Nie wiem, mam takie myśli czasem.
Będzie koncert?
Ola: Planujemy zrobić koncert po wydaniu EP-ki. Prawdopodobnie będzie to styczeń albo luty i jeszcze nic nie wiadomo. Może uda się zagrać jakieś supporty.
Chcielibyście coś dodać na koniec?
Ioanni: Chciałbym, żeby ludzie odsłuchali tego projektu od początku do końca, w kolejności, w słuchawkach albo z fajnym nagłośnieniem, w spokojnym miejscu, na przykład w domu.
Ola: Chcę, żeby [ktoś po przesłuchaniu] poczuł trochę tęsknoty i nostalgii, ale w takim dobrym sensie. Chciałabym, żeby ktoś pomyślał o czymś, co przeminęło, jako o dobrym wspomnieniu, jako o jakimś śnie. Coś, co wyleciało i już nie wróci.
Podsumowanie
Szykuje się ciekawe wydawnictwo, które powstawało aż dwa lata. Swoboda artystyczna, którą oboje opisują, ma swoją cenę i jest nią czas: kiedy nikt nie płaci za godziny w studiu, nic nie zmusza do postawienia kropki.