Ile naprawdę kosztuje niezależny singiel
„Ile kosztuje singiel?” – to pytanie wraca do mnie regularnie i prawie zawsze z gotową odpowiedzią w tle: stawka za dzień w studiu razy liczba dni. Potem pada kwota, która ma przerazić, i rozmowa kończy się na tym, że na razie nie ma za co. Cóż.
Nagranie jest najtańszą częścią tej układanki. Wokal nagrasz w domu, w szafie z ubraniami, na sprzęcie, który kupujesz raz i który posłuży przy każdym kolejnym utworze. To nie będzie sesja w Abbey Road, ale w tej robocie ma być słychać piosenkę, a nie budżet. Cała debiutancka EP-ka Oli Geppert powstała w jednym pokoju, na jednym mikrofonie.
Miks i mastering da się zrobić samodzielnie z filmikami z neta. Tylko gorzej i wolniej. Można też komuś za to zapłacić i wtedy jest to zwykle jedyny rachunek, który realnie widać na koncie. Jeden. Nie cztery.
Okładka i zdjęcia? Każda i każdy z nas nosi w kieszeni aparat, którym da się zrobić i jedno, i drugie. Do tego subskrypcja Photoshopa na czas roboty i tyle tutoriali z YouTube, ile trzeba. Zero złotych. Bardzo dużo wieczorów. A materiały i tak muszą powstać, bo bez nich nie ma z czego złożyć press kitu, który ktoś w ogóle otworzy.
Jedyna pozycja z twardą ceną to dystrybucja. Najtańszy plan DistroKid kosztuje 24,99 $ rocznie za nielimitowane wydawnictwa i całość wpływów zostaje u artystki albo artysty. Polskie Mugo nie bierze abonamentu, tylko zostawia 70-85% przychodu ze sprzedaży cyfrowej, zależnie od pakietu. To cały koszt wejścia – raczej niewiele.
Na promocję na tym etapie odradzam wydawanie czegokolwiek, dopóki nie wiadomo, komu właściwie ten utwór ma trafić w ucho. Rolki, posty i wiadomości do ludzi kosztują wyłącznie czas. Płatna reklama kupuje zasięg, nie publiczność. Reklamy przyjdą wtedy, gdy będzie już wiadomo do jakiej niszy kierujemy utwór i które treści „chwyciły” na socialach.
Rachunek za pierwszego singla płacisz czasem, nie przelewem.
I to jest budżet, którego nikt nie planuje: umawianie terminów, opisy, metadane, zgłoszenia do playlist, przypominanie się mediom. Przy jednej premierze w roku da się to udźwignąć po godzinach. Przy trzech ktoś musi te godziny dostać albo odjąć je od czegoś innego, i lepiej wiedzieć o tym przed premierą, a nie w jej tygodniu.
Pojedynczy singiel prawie nigdy nie zwraca się sam. Zwraca się katalog: kolejne wydawnictwa ciągnące odsłuchy poprzednich, koncerty i pozycja, której rok wcześniej nie było. Więc nie pytaj, ile kosztuje singiel. Pytaj, ile masz czasu przez najbliższy rok.