Wydawnictwa
3 min czyt.

EP czy seria singli? Debiut zaczyna się od singla

Ile skończonych piosenek leży u Ciebie na dysku, bo EP „jeszcze nie jest gotowa”? Zwykle więcej, niż ktokolwiek słyszał. Brakuje jednego miksu, jednej zwrotki i jednej wolnej soboty producenta, a w tym czasie nie wychodzi nic. Zero premier, zero powodów, żeby wejść na profil.

Na debiut wydawaj single. Regularnie, z tego, co jest skończone, a nie z tego, co miało być skończone. Na EP przyjdzie czas później i będzie czymś więcej niż tylko pięć singli spiętych jedną okładką.

Dlaczego nie od razu EP? Bo EP ma jeden dzień premiery, a pięć singli ma pięć. Release Radar Spotify odświeża się co piątek, trafia do osób, które Cię obserwują albo słuchają, i daje każdej z nich jeden utwór artysty na tydzień, pod warunkiem dostarczenia muzyki co najmniej 7 dni przed premierą. Każda premiera to los na loterię, a pięć singli to pięć losów. EP to jeden los. Pozostałe cztery utwory w tym tygodniu dla playlisty nie istnieją.

Do tego próg. Spotify wypłaca tantiemy za utwór dopiero po 1000 odtworzeń w ciągu 12 miesięcy. Debiutancka EP z pięcioma utworami ma prawdopodobnie jeden, który ten próg przekroczy oraz cztery, które nie zobaczą ani złotówki, bo nikt nie miał okazji odkryć ich osobno. Singiel ma cztery tygodnie uwagi tylko dla siebie.

Kolejna sprawa to nauka. Spotify pokazuje pierwsze 28 dni po premierze dzień po dniu i w ten sposób przeprowadzasz eksperyment. Zakład o niszę z terminem rozliczenia. Wynik rzadko zmienia muzykę. Zmienia to, jak ją pokazujesz: które rolki nagrywać, do kogo pisać, co wrzucać w opis. Po singlu wiesz, co zadziałało, a co nie, i poprawiasz to przy promocji następnego. Po EP cała promocja już się skończyła i nie ma czego poprawiać. Pięć singli to pięć rozliczonych zakładów. EP to jeden zakład za pięć piosenek.

Jest też argument, który nie ma nic wspólnego z algorytmem. Regularność wymusza kończenie. Zespół z datą singla w kalendarzu kończy miks, bo musi. Zespół z EP „na jesień” ma jesień co roku. Znasz to? To ta sama zasada, którą stosuję do rolek: dziesięć rzeczy OK bije jedną idealną, bo idealna nie wychodzi.

Więcej roboty? Tak. Każdy singiel to osobna okładka, osobny opis i osobne rolki. Ta sama robota rozłożona na pięć premier jest do udźwignięcia po godzinach. Ale spięta w jeden tydzień premiery EP zwykle kończy się tym, że trzy z pięciu utworów nie dostają nawet posta.

Wydaj, co masz. Potem wydaj następne.

A EP? EP ma sens wtedy, gdy jest o czym: kilka wydawnictw z rosnącą krzywą za Tobą, publiczność, która czeka, i pomysł, który nie mieści się w jednej piosence. Wtedy EP jest koncepcją, a nie worem na single. Na koncept warto poczekać i ma kto na niego czekać.

Chyba że masz pięć skończonych piosenek, które są jedną historią, i nie umiesz ich rozdzielić. Wtedy wydaj EP albo zrób waterfall, czyli wypuść single po kolei i domknij je EP z jednym czy dwoma nowymi utworami. Tylko nie czekaj, aż epka będzie idealna.

Wszystkie wpisyNastępny: ZAiKS, STOART, SAWP, ZPAV – kto komu płaci